Relacje uczestników

Wyprawa samochodowa dookoła Maroka 2019

Część 1: Zacznijmy od herbaty. Tanger, Tetuan.

Siedzimy w kawiarni w Tantan, gdzieś na południu Maroka i pijemy herbatę. Jesteśmy jedynymi kobietami pośród przebywających tam mężczyzn, którzy, tak jak my, piją …… herbatę. Są starzy i młodzi, w dżelabach i kurtkach, brodaci, z wąsem i bez zarostu – różni, ale przed każdym stoi taki sam mały, metalowy imbryczek, a obok wąska szklaneczka wypełniona brązowawym naparem. „Berber whisky” to niezwykle ważny element marokańskiej kultury.
Herbata w Maroku rozpoczyna i kończy wszystkie sprawy. Bez niej nie odbędą się zakupy w sklepie, nie dojdzie do skutku żaden interes, nie potoczy się ciekawie rozmowa, a spotkanie będzie byle jakie… Kiedy na tacy pojawia się charakterystycznie zdobiony, metalowy dzbanek, oczy wszystkich zwracają się w jego kierunku. Bo miło jest obserwować cały ten magiczny rytuał przygotowywania herbaty. Wkładanie świeżych gałązek mięty do dzbanka z brązowym napojem… I jeszcze wielkie kostki cukru, który rozpuszcza się podczas wielokrotnego przelewania herbaty ze szklaneczki do dzbanka i z powrotem…A gdy już nadchodzi czas jej podania, mistrz herbacianej ceremonii w zręczny sposób napełnia z imponującej wysokości małe czarki brązowym, słodkim, aromatycznym napojem…. I wtedy właśnie w podróżniku budzi się pragnienie posiadania marokańskiego dzbanka i zielonej herbaty z miętą, by móc po powrocie wprowadzić namiastkę tego zwyczaju we własnym domu.

Copyright by Vostok Travel Poland

Galeria zdjęć: http://adventure.vostok.travel.pl/galeria-2/?album=1&gallery=19&lang=

Część 2: Nasz przyjaciel Hassan. Szafszawan, Meknes.

„Yallah! We go!” słyszymy tego dnia po raz kolejny od naszego przyjaciela Hassana. I zaraz musimy: wstać, pójść, wsiąść, zabrać bagaże albo je przynieść – po prostu ruszyć się z miejsca! Bo Hassan jest naszym przewodnikiem po Maroku, kierowcą, pomocnikiem w każdej sprawie – afrykańską alfą i omegą. Bystre jego oko dojrzy każdy nasz kłopot, a pogodne usposobienie nieustannie dostarcza radości. I jeszcze te kocie ruchy, gdy zabrzmi muzyka! A kiedy wkłada piękną, niebieską dżelabę i biały turban, wygląda jak król Sahary! Spędziliśmy razem dwa tygodnie, przemierzając Maroko, jedząc berberyjskie omlety, pijąc herbatę i kawę. Zobaczyliśmy tyle ciekawych miejsc, których bez Hassana nie odwiedzilibyśmy na pewno. Choćby hammam w Arfud. Niezapomniane wrażenia! Z okien samochodów widzieliśmy mozaikową różnorodność mieszkańców Maroka – od Tangeru, przez góry Rif i Atlas aż do najdalszych zakątków Sahary. Dżelaby, kolorowe zawoje kobiet, turbany, które komponowały się ze sportową odzieżą młodych mężczyzn, różne kolory skóry i oczu…. Tyle wrażeń, widoków, tyle do zapamiętania! Czy jeszcze się kiedyś spotkamy, Hassanie? Inszallah! Copyright by Vostok Travel Poland

Galeria zdjęć: http://adventure.vostok.travel.pl/galeria-2/?album=1&gallery=20&lang=

Część 3: Marokański dywan. Ifran, Arfud, Ar-Risani.

Kupiłam dywan. To prosta czynność, wyrażona nieskomplikowaną konstrukcją zdania. Ale kupiłam TEN dywan – tkany gdzieś w namiocie nomadów przez saharyjskie kobiety, dywan mieniący się wszystkimi barwami Maroka, a w słowie „kupiłam” zamknięta jest cała magia arabskiego handlu. Kiedy wchodzi się do sklepiku w Rissani, widać zbiór przedziwnych przedmiotów: użytkowych i ozdobnych, starych i nowych, sąsiadujących ze sobą w myśl nieograniczonej fantazji właściciela. A wszystko po to, aby przybyszowi błysnęło oko, by zatrzymał się zdziwiony w drzwiach i już nie chciał wyjść. Dopiero wtedy można go poprowadzić do dywanowego królestwa – teatru jednego aktora. Dookoła pod sufit piętrzą się na stosach dywany – równo poskładane i jeszcze martwe. Spektakl, jedyny w swoim rodzaju, rozpoczyna się wraz z wejściem sprzedawcy. Każdy dywan to nieśpiesznie opowiedziana historia – wzory, kolory, faktura, miejsca. I kiedy w końcu dywan zostaje z pietyzmem rozpostarty na podłodze, a za nim kolejny i kolejny – każdy piękniejszy od poprzedniego, trudno ukryć zachwyt! Ale już uchwyciło go czujne oko sprzedawcy i już cię ma. Już nie puści, aż wyjdziesz z tym jedynym, najpiękniejszym dywanem. I oboje będziecie szczęśliwi! Copyright by Vostok Travel Poland

Galeria zdjęć: http://adventure.vostok.travel.pl/galeria-2/?album=1&gallery=21&lang=

Część 4: Little Prince z Sahary. Mahamid, Zaghura.

W końcu mamy słońce, upragnione ciepło i wydmy Erg Chebbi. I wtedy pojawił się on – Little Prince z Sahary, właściciel karawany wielbłądów, które dowiozą naszą grupę na sam szczyt najwyższej wydmy. Jest niewielkiego wzrostu, zasuszony wiatrem i słońcem, w czarnym, dodającym powagi turbanie i ciemnej dżelabie. Ale kiedy jego twarz rozjaśnia uśmiech – powietrze dookoła promienieje radością! Pustynia, wielbłądy i on to kompozycja idealna. Sahara… Jeśli mieliśmy jakiekolwiek wyobrażenie o niej, jeżeli wcześniej przeczytaliśmy poradniki i nawet obejrzeliśmy zdjęcia, to i tak podróż przez Saharę okazała się przygodą pełną niespodzianek. Piaszczyste wydmy, które znaliśmy z filmów, ustępowały miejsca hamadowym równinom z widocznymi w słonecznej oddali mirażami jezior. Suche powietrze, kurz, piach, a gdzieniegdzie krzewy i pustynne akacje. Ale Sahara to również pojawiające się wokół źródeł oazy i dajce upragniony cień palmy daktylowe. Tam w namiocie nomadów piliśmy orzeźwiającą herbatę. Jechaliśmy samochodami wyschniętymi korytami rzek i przez słony kurz jezior, które czekają na wodę. Kiedy w oddali zamajaczyły skały schodzące wiele kilometrów dalej do oceanu – to też była Sahara… Takich widoków się nie zapomina! Copyright by Vostok Travel Poland

Galeria zdjęć: http://adventure.vostok.travel.pl/galeria-2/?album=1&gallery=22&lang=

Część 5: Wszystkie tadżiny Maroka. Foum Zguid, Kulmim. 

Tan-Tan. Każdego dnia dojeżdżając do hotelu myślimy o kolacji i głodni zajmujemy miejsca przy stole, który naprędce został dla nas złożony z kilku miniaturowych blatów. Czekamy z ciekawością na kulinarne Maroko — chleb, oliwki i na to, co ukrywa gliniana pokrywka tadżina. Za każdym razem jest to smaczna niespodzianka! Bo tadżin to nie tylko naczynie, równie piękne co użyteczne. To tradycja w sposobie jedzenia, kultura, kuchnia, zapach przypraw, kolory warzyw — to kwintesencja Maroka. Najpierw pojawia się gliniany stożek, gorący i najczęściej zdobny w charakterystyczne motywy kwiatowe. Kiedy gospodarz podnosi pokrywę, czujemy mix zapachów: kolendrę, kumin, anyż, kurkumę, kardamon i wiele jeszcze innych, trudnych do identyfikowania przypraw. (Można je kupić złożone razem w cudowną mieszankę i wykorzystać w domowej kuchni.) Dopiero gdy rozwieje się para, widać pięknie poukładane warzywa, daktyle i kuskus. Nie wiemy jeszcze, co dobrego ukrywa się pod spodem, ale już uzbrojeni w marokańskie chlebki przystępujemy do działania. Bon appetit! Copyright by Vostok Travel Poland

Galeria zdjęć: http://adventure.vostok.travel.pl/galeria-2/?album=1&gallery=23&lang=

Część 6: To, co upiększa pustynię. Erg Chebbi, Erg Chigaga, Iriki.

Piasek mamy chyba wszędzie: w butach, skarpetach we włosach, zębach! Jest drobny i dokuczliwy, szczególnie kiedy zawieje wiatr. Nasz samochód czasami buntuje się na widok kolejnej wydmy, ale jest dzielny i sam sobie daje radę. Ma co prawda chwile słabości, w końcu jednak z godnością dojeżdżamy do oazy, gdzie czekają na nas namioty i kolacja. Jesteśmy tam sami pośrodku wspaniałych wydm — to jest niesamowite. I jeszcze ta dźwięcząca w uszach cisza, którą zakłócamy tylko my naszymi półgłośnymi rozmowami. Po całym dniu jazdy dotarliśmy do Ergu Chigaga, pasma największych wydm w Maroku. Jak okiem sięgnąć, widać góry i doliny piasku, który mieni się w promieniach zachodzącego słońca. A kiedy zapada ciemność, nad głowami wyświetla się Droga Mleczna i miliony gwiazd. Być może gdzieś pośród nich jest mała planeta B-612, na której mieszka Mały Książę ze swoją różą. Ognisko, nocny spacer po wydmach i „ważne Polaków rozmowy”, a tu już świt… I wschód słońca, który na pustyni jest widowiskiem. Jego promienie stopniowo oświetlają kolejne i kolejne pagórki na horyzoncie. Niby to znamy, niby kicz — ale jakże magiczny za każdym razem! Bo to, co upiększa pustynię, jest często niewidoczne… Copyright by Vostok Travel Poland

Galeria zdjęć: http://adventure.vostok.travel.pl/galeria-2/?album=1&gallery=27&lang=&vpage=1

Część 7: Port to jest poezja. Tarfaya.

Kto z Was był kiedykolwiek w porcie rybackim i nie zjadł pysznej rybki, ten nie wie, co stracił! Dla nas to było niezapomniane doświadczenie! Kutry po brzegi wypełnione rybami i krewetkami podpływały do nabrzeża, a my, obserwując błyskawiczny wyładunek połowu na różnego rodzaju pojazdy, czekaliśmy na obiad. Nasze ryby piekły się na grillu pamiętającym chyba czasy poprzedniego króla, ale za to jakie ryby! Sardynki w różnej postaci, dorsze, a może nawet kawałek rekina — wszystko podane iście po królewsku! Trfaya to malutkie miasto portowe z dużymi możliwościami, jeśli…. Wszyscy mieszkańcy czekają na dzień, kiedy oprócz ryb pojawią się na nabrzeżu podróżni. Tym bardziej, że naprzeciwko leżą Wyspy Kanaryjskie. Dalej na południe już tylko Sahara Zachodnia. Ocean to możliwości, praca, ale także polityka, o której tu nie można zapomnieć. W Tarfai znaleźliśmy również Małego Księcia i jego przyjaciela — pilota, który rozbił się gdzieś nad Saharą Zachodnią i tam reperował swoją maszynę. Przypomina o tym mały model samolotu stojący nad brzegiem oceanu. W muzeum poświęconym pisarzowi obejrzeliśmy sporo zdjęć, bo właśnie tu od 1927 roku pracował Antoine de Saint-Exupery jako szef lotniska Cap Juby — francuskiej poczty lotniczej. W księdze pamiątkowej umieściliśmy ślad naszego pobytu — dla przyszłych pokoleń! Bo w Tarfai wszystko jest poezją… Copyright by Vostok Travel Poland

Galeria zdjęć: http://adventure.vostok.travel.pl/galeria-2/?album=1&gallery=24&lang=

Część 8: Przypływy i odpływy. Legzira, Agadir, Essaouira.

Odbiliśmy się od Tarfai jak od trampoliny i poszybowaliśmy w górę – wzdłuż Oceanu Atlantyckiego. Czuliśmy już przedsmak końca wyprawy, ale jeszcze ciągle mogliśmy cieszyć się sobą (bo zdążaliśmy się już poznać i zaprzyjaźnić) i kolejną odsłoną Maroka. Znów zaskoczyło nas jego niezwykłe piękno! Ocean Atlantycki powoduje nie tylko większą wilgotność powietrza (odczuły to nasze włosy), ale też chłodną bryzę. Po pustynnym słońcu to klimatyczna odmiana. Miasta, przez które przejeżdżaliśmy, były już inne, bardziej przypominały Europę, jak chociażby Agadir z ogromnym portem. Na plaży Legzira doceniliśmy potęgę oceanu, kiedy podziwialiśmy tunele w skałach wydrążone przez fale. Monumentalne formacje skalne – wynik pływów oceanicznych wywołanych oddziaływaniem grawitacyjnym Ziemi z Księżycem i Słońcem – są taką niezwykłością, że odłożyłam aparat i patrzyłam w zachwycie, starając się zatrzymać ten obraz w pamięci. Podczas spaceru po raz kolejny widziałam, jak ocean ucieka spod stóp, odsłaniając muszle, kamienie i połacie mokrego piachu. Pas plaży staje się niebywale szeroki po to, by za kilka godzin przykryła go woda, ale już nie ta sama. Jak to w życiu – przypływy i odpływy… Copyright by Vostok Travel Poland

Galeria zdjęć: http://adventure.vostok.travel.pl/galeria-2/?album=1&gallery=25&lang=

Część 9: This is Africa!

Przyjeżdżamy do hotelu, zajmujemy pokoje, dostrzegamy kilka niedociągnięć. Tak czasem bywa. Zgłaszamy czarnemu jak heban hotelowemu „konserwatorowi – hydraulikowi” brak wody. I światła. I ręczników. On poklepuje nas ze zrozumieniem po ramieniu, a przy kolejnych naszych prośbach, wyrażanych w każdym możliwym języku, zanosi się tylko głośnym śmiechem. Nie dziwimy się, bo to Afryka. A następnego dnia to my przychodzimy naszemu konserwatorowi z pomocą i dzielnie wypychamy spod hotelu jego mercedesa, który nie chce zapalić! Trzeba przejrzeć samochód, więc jedziemy do warsztatu w Zagorze. Przed wejściem sterta opon, w środku stosy samochodowych części do chyba wszystkich marek świata. Miejsce raczej mało wiarygodne, by zostawić tam naszą „złotą, ale skromną” toyotę. Ale to przecież Afryka! Każdy centymetr kwadratowy ścian warsztatu pokrywają kolorowe naklejki z logo teamów biorących udział w rajdach samochodowych. A nasi mechanicy? To fachowcy, którzy uczyli się od najlepszych, pomagając przy rajdzie Paryż-Dakar, którego trasa wiodła przez Maroko! Obecnie wiele załóg z całego świata przygotowuje się do Dakaru właśnie tutaj. Innym razem zmierzamy do naszej pustynnej bazy, z trudem pokonując muldy piachu. Niedługo zajdzie słońce. Aż tu nagle zza wydmy wyskakuje człowiek na warczącym motorku. Jak się okazuje, to nasz przewodnik po pustynnych manowcach wysłany przez właściciela skrawka Sahary prowadzącego biwak dla podróżnych. I tak sobie jedziemy w ciemnościach: on na czele — z „komarkową” prędkością, a my za nim wolniutko, by nie najechać na jego klapki. Dlatego co jakiś czas utykamy w muldzie piachu! Wyciągamy samochód, komarek czeka, jedziemy, utykamy, on czeka, itd… Dotarliśmy zakurzeni, ale ubawieni po pachy! Co jakiś czas mijamy samochody załadowane pod niebo różnymi towarami – duże, średnie i całkiem malutkie. Ledwo wystająca zza ładunku głowa kierowcy wygląda jak klocek lego. Wtedy Hassan zwalnia i krzyczy: “Tomek foto! This is Africa!” Bo tu wszystko jest nieoczekiwane i nieoczywiste, dlatego takie niezwykłe… Wrażeniami z wyprawy po Maroku podzieliła się Anna Romanowska. Copyright by Vostok Travel Poland

Galeria zdjęć: http://adventure.vostok.travel.pl/galeria-2/?album=1&gallery=26&lang=